Ciepłe kaloryfery, miękkie łóżko… Tego wszystkiego zostali na trzy dni pozbawieni uczniowie klas szóstych ze szkoły podstawowej w Bojanie.

W poniedziałek 12.06.2017 nasi szóstoklasiści wybrali się autokarem do Lubania, bardzo małej wioski położonej około 40 km na zachód od Gdańska, by do środy zmagać się z zadaniami przygotowanymi dla nich przez organizatorów.

Gdy przyjechali na miejsce ich obawy o to, czy „tam będzie zasięg?”, czy „będzie można kupić coś w sklepie?” stały się bardzo realne. Zobaczyli bowiem trzy stodoły, padok i las. Po wyjściu z autokaru naszych podopiecznych przywitali instruktorzy. Zaczęli bardzo konkretnie – ustawili uczniów w szeregu, omówili serię zasad i oprowadzili po całym terenie. Następnie przyszedł czas na kwaterunek. Bardzo niezwykły kwaterunek, bo główną atrakcją było spanie w odpowiednio przygotowanych, bardzo starych i bardzo dużych beczkach używanych w XIX wieku do leżakowania wina. Baryłek było 40 i ustawione były równo w dwóch rzędach, pod przeciwległymi ścianami wielkiej jak hangar owczarni.

Pierwsze zajęcia zaczęły się tuż po rozlokowaniu uczniów w beczkach. Zajęcia pokazały jak odważnych i zdyscyplinowanych mamy uczniów. Ustawiali się w dwuszeregu bez szemrania, wspinali się, i z odpowiednim zabezpieczeniem opuszczali z rury umieszczonej wysoko, między drzewami.

Świeże powietrze tak zaostrzyło apetyt, że zaserwowany kurczak w oka mgnieniu zniknął z talerzy obozowiczów. Po dopiciu kolejnego kubka herbaty byli zwarci i gotowi, aby pokonywać kolejne trudy wśród lin, opon, drzew i sieci.

Następnego dnia pogoda spłatała figla, więc temperatura spadła do około 16 stopni, całe niebo pokryły chmury, a silny wiatr huczał pomiędzy deskami owczarni. Z krótkich rękawów i szortów wszyscy przebrali się w dresy, polary i kurtki.

Tego dnia uczniowie mieli okazję spotkać się z końmi, by spróbować zrozumieć ich świat, poznać ich zasady, sposoby komunikowania się i prowadzenia negocjacji a także… pobawić się z nimi. Nawet ci początkowo niechętni docenili taki bliski kontakt ze zwierzętami.

Wieczorem, kiedy wiatr ucichł, a deszcz ustąpił, odbyły się nocne podchody. Zadania były ciekawe – zmienić but prawy z lewym, przewinąć spodnie na lewą stronę, umazać twarze w barwy wojenne błotem, zamienić się skarpetkami… Wszyscy wrócili do bazy tak zmęczeni, że po chwili zatopili się w swoich śpiworach i cała owczarnia ucichła.

Kolejny dzień od razu przyniósł nowe zadania, później szybkie pakowanie plecaków i przyspieszony obiad, by o 13 oczekiwać na przyjazd autokaru, który, niestety, spóźnił się, więc uczniowie mogli jeszcze odrobię nacieszyć się pięknym słońcem wypoczywając w hamakach i rozmawiając.

Myślę, że wszyscy, zarówno uczniowie jak i ich opiekunowie, będą długo wspominać to miejsce, i wszystkich ludzi, których tam poznali. Wszystkie zabawy i zajęcia nauczyły ich współpracy i twórczego myślenia, co może przydać się na każdej klasówce. Ten wyjazd z pewnością był zupełnie inny niż wszystkie do tej pory.

Elżbieta Lussa i Paulina Bogusz-Tessmar